Survivor - pora na Filipiny


Wczoraj stacja CBS wyemitowała pierwszy epizod kolejnego, dwudziestego piątego już, sezonu swojego najpopularniejszego reality show "Survivor", który dzielnie trzyma się na antenie od maja 2000 roku i niezmiennie jest prowadzony przez Jeffa Probsta, który z tego tytułu był już wielokrotnie nagradzany.

Moja przygoda z tym programem zaczęła się już dawno temu, gdy telewizyjna dwójka emitowała pierwszą edycję w czwartkowe wieczory pod nazwą "Ryzykanci". Pamiętam, że z zapałem kibicowałem Kelly Wiglesworth, która ostatecznie zajęła drugie miejsce. Po upływie lat muszę stwierdzić, że choć program nie wzbudza we mnie już tak wielkich emocji, to jednak śledzenie poczynań grupy rozbitków walczących o milion dolarów na łonie natury wciąż sprawia mi ogromną przyjemność.


Nie wiem co takiego ma w sobie ten program, że zawsze wyczekuję na jego powrót i chętnie zasiadam do kolejnych odcinków. Myślę, że pociąga mnie w nim najbardziej strategiczna strona całej rozgrywki. Zawierane przez uczestników sojusze, podejmowane plany działania i kłamstwa wypowiadane przeciwnikom prosto w twarz. Przyjemnie jest również popatrzeć na piękne uczestniczki, jak chociażby Amanda Kimmel, która ku mej radości o główną nagrodę walczyła aż trzy razy. Bardzo polubiłem również Jeffa, który moim zdaniem prowadzi program w bardzo profesjonalny sposób. W porównaniu z nim Hubert Urbański, którego można było oglądać w rodzimej "Wyprawie Robinson" wypada wręcz tragicznie ze swoim wymuszonym uśmiechem.


Po seansie pierwszego epizodu nowej serii, dochodzę do wniosku, że ten program chyba nigdy mi się nie znudzi. Tym razem uczestnicy zostali podzieleni na trzy sześcioosobowe plemiona. W każdym z nich znajduje się jeden gracz, który na skutek zdrowotnych powikłań nie mógł dokończyć swojej rozgrywki w poprzednich edycjach. Spośród tej trójki kibicuję Michaelowi, który swoich sił próbował ponad dekadę temu w Australii. Z kolei na najbardziej irytującego uczestnika sezonu wyrasta w moich oczach kolejny niegdysiejszy ryzykant - Russel (edycja Samoa).

Póki co czekam spokojnie na dalszy rozwój wydarzeń, a tym z Was którzy jeszcze nigdy nie mieli do czynienia z programem, polecam rzucić okiem i wypróbować.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

1 komentarz:

  1. Yyy, a mi się nie podobało! Mało akcji tam jest i kraju też niewiele pokazane :/

    OdpowiedzUsuń

Dodaj komentarz