Serialowe premiery: Mr Selfridge


6. stycznia brytyjska stacja ITV rozpoczęła emisję miniserialu przedstawiającego historię Harry'ego Gordona Selfridge'a, który był założycielem jednego z najstarszych domów handlowych, działającego prężnie do dziś w centrum Londynu.

DALEJ MOŻLIWE DROBNE SPOILERY

Tematyka na serial dość interesująca, lecz to nie ona skłoniła mnie do obejrzenia pilotowego odcinka. Na wypróbowanie "Mr Selfridge" zdecydowałem się bowiem ze względu na Jeremy'ego Pivena w roli tytułowej. Byłem bardzo ciekaw jak wypadnie jego przemiana z aroganckiego agenta filmowego w dystyngowanego dżentelmena. Okazało się jednak, że Ariego Golda i pana Selfridge'a nie tylko sporo dzieli ale również i wiele łączy. Obaj są pracoholikami, którzy w imię sukcesu decydują się zaniedbać prywatne życie. Przy czym Harry jest znacznie bardziej ułożony i opanowany, co można zauważyć w grze Pivena, którego cenię teraz jeszcze bardziej.

Na całe szczęście powód, dla którego zdecydowałem się sięgnąć po nową brytyjską produkcję, nie okazał się jedynym, z uwagi na który chętnie obejrzę kolejne epizody. Największą zaletą pilotowego odcinka była jak dla mnie lekkość narracji, pozwalająca na szybkie zanurzenie się w świecie dawnego Londynu. Wątki poszczególnych bohaterów zostały rozpisane dość zgrabnie, dzięki czemu ani przez chwilę nie odczuwałem znużenia podczas godzinnego seansu. Ciekawie zarysowano nie tylko historię przyszłych kłopotów finansowych Selfrdges & CO i szykujący się romans jej założyciela z piękną Ellen Love, ale również losy pracującej w dziale dodatków Agnes Towler, która będzie zmuszona radzić sobie z niechęcią ze strony współpracownic.


Nieco słabiej, niż sama fabuła i zaprezentowani bohaterowie, póki co wypada warstwa wizualna filmu. Oko widza może zauważyć, że serial był robiony z mniejszym rozmachem niż np. "Zakazane imperium". Jest to jednak mało znaczący element, który w pełni rekompensuje przedstawiona historia. Swoją drogą w "Boardwalk Empire" znacznie trudniej było mi się wczuć i nawet dziś zasiadam do niego tylko wtedy, gdy mam sporo energii. Ogromną zaletę "Mr Selfridge" stanowi zatem lekkość odbioru.

Dobre aktorstwo idące w parze z ciekawymi wątkami sprawiają, że mam ochotę zobaczyć kolejny odcinek produkcji o początkach handlowego imperium Selfridge'a. Taki też mam plan na dzisiejszy wieczór.

Mam nadzieję, że zachęciłem Was do wypróbowania tego tytułu. A jeśli nie, to może po obejrzeniu zapowiedzi zmienicie zdanie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

1 komentarz:

  1. O! Nie słyszałam o tym, ściąga się, zaraz obejrzę ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dodaj komentarz