Ostatnio miałem okazję obejrzeć film z Ryanem Goslingiem w roli głównej, przedstawiający historię Larsa - młodego mężczyzny, który zakochuje się w Biance. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest ona lalą, kupioną w internetowym sklepie dla dorosłych.
Piąty i szósty odcinek drugiego sezonu "Revenge" zawiodły mnie do tego stopnia, że postanowiłem na chwilę zaprzestać śledzenia krucjaty Emily Thorne, która zaczęła zmierzać w dość dziwnym kierunku.
Po nieco słabszym odcinku i krótkiej przerwie baśniowa produkcja ABC powróciła z kolejnym epizodem, który przede wszystkim skupił się na głównym wątku sezonu, popychając akcję bardzo szybko do przodu i nieco zmieniając położenie poszczególnych bohaterów.
Wczoraj stacja TVN wyemitowała finał pierwszego sezonu programu "MasterChef", który przez polską widownię został przyjęty dość ochoczo. Mnie również program przypadł do gustu i z dużym zaciekawieniem śledziłem losy uczestników produkcji. O amerykańskiej wersji tylko słyszałem, lecz jako przeciwnik Gordona Ramsey'a nigdy nie skusiłem się, by ją obejrzeć. Z czego teraz pozostaje mi się jedynie cieszyć. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu braku inwencji realizatorów polskiej edycji.
Ostatnio postanowiłem sobie zrobić przerwę od seriali. Stąd też pojawia się mniej postów. Niestety chwilowo nie jestem jakoś w nastroju na kolejne epizody "Prywatnej Praktyki" czy "Revenge". Jutro jednak z nowym odcinkiem wraca "Once Upon a Time", którego seansu zapewne sobie nie odmówię. Udało mi się nadrobić wszystkie dotychczasowe produkcje spod znaku Marvela i pozostał mi jedynie tegoroczny hit, po seansie którego postaram się podsumować dotychczas obejrzane filmy o Avengersach. Jednak dziś chciałbym podzielić się z Wami swoimi refleksjami na temat obejrzanej przez mnie kilka dni temu produkcji z 1995 roku z Susan Sarandon i Seanem Penn'em w rolach głównych pt. "Przed egezkucją", która przedstawia dość ciekawe spojrzenie na problem kary śmierci.
Na najnowszą produkcję o człowieku-pająku nie było mi dane pójść do kina i dopiero kilka dni temu miałem okazję ją zobaczyć. Po trylogii Sama Raimi'ego, którą uważałem za całkiem udaną, do nowej produkcji podszedłem z dość sporą rezerwą. W zapowiedziach zniechęcił mnie zwłaszcza Andrew Garfield, który wydawał mi się zbyt dziecinny (jego wiek był dla mnie naprawdę dużym szokiem), by mógł stworzyć ciekawą kreację Petera Parkera.