Jednym z tytułów, które udało mi się nadrobić w ostatnim czasie, jest "Sweeney Todd..." Tima Burtona z 2007 roku - filmowa wersja musicalu Stephena Sondheima, przedstawiającego losy demonicznego golibrody z Fleet Street (jak zresztą mówi sam tytuł), który po latach powraca do Londynu, by pomścić krzywdy, jakich doznała jego ukochana żona za czasów, gdy jeszcze zwano go Bejaminem Barkerem.